Lubisz prosić o pomoc?
Czasem wydaje mi się, że życie ludzkie przypomina naciąganą gumę od majtek. Tych samych gaci, których nie miała na sobie Nadzieja, gdy została przyłapana przez obleśne Fatum. W akuratnym momencie, w którym schylała się w poszukiwaniu tychże majtek. Celem naciągnięcia i zasłonięcia wypiętego sedna, rzecz jasna. I tak oto Nadzieja została zaskoczona łapskami tego, kto naprawdę zdaje się sterować ludzkim życiem. Złowieszcze, obleśne Fatum.
Nie zadawaj sobie pytania, co Nadzieja wypina się bez gaci. To tylko metafora.
Ileż to się osłuchałem: jesteś kowalem własnego losu. Kuj żelazo, póki gorące.
Ale, cholera, czy ktokolwiek nas uczył sztuki kowalstwa? Pokazano, jak duć w miechy? Jak kuć to gorące żelazo? Obca jest nam tajemna sztuka metalurgii skuwanej. Czy ktoś nam przekazał wiedzę o temperaturach pracy i technikach obróbki?
Więc być może coś w tym jest, że każdy jest kowalem swojego losu, ale jeden po wejściu do kuźni wykuje ostry, niczym brzytwa damasceński rapier, a drugi poparzy się przy palenisku, zanim jeszcze zbliży się do kowadła. Albo zacznie duć w miechy, jak idiota i w rezultacie cała kuźnia stanie w płomieniach, pozostawiając jedynie zgliszcza oczekiwań i szans na lepsze jutro.
A może dotarło do Twoich uszu coś takiego: możesz osiągnąć każdy cel, wystarczy, że nie spoczniesz w drodze i się nie poddasz. No, niby racja. Niby oczywiste.
Ale czy dano nam mapę własnego życia? Czy ktokolwiek nauczył nas, jak ją czytać? Jak orientować się w terenie? Jak unikać wykrotów i ruchomych piasków, od których nasza wędrówka do celu aż się roi?
Kogo unikać? Z kim wchodzić w sojusze?
I co z tego, że nie ustajemy w drodze i pędzimy przed siebie na złamanie karku? Co z tego? Ile wart jest nasz wysiłek, skoro ciągle krążymy w kółko, popełniając te same błędy? A jeżeli niewłaściwie oszacujemy zasoby? Ustaniemy w miejscu, z którego powrót będzie niemożliwy, a dotarcie do celu nierealne. A wtedy to już naprawdę będzie pozamiatane. Co, gdy na końcu tej morderczej drogi, u kresu wędrówki, gdy już nie będziemy mieć sił, by chociaż krok uczynić, zauważmy, że jesteśmy dokładnie na tym samym progu, który przekraczaliśmy, wykonując pierwszy krok?
Takich przykładów słyszanych na pseudo-motywacyjnych szkoleniach i spotkaniach mógłbym podać wiele. O motywacji i technikach z tego obszaru innym razem 😉
Teraz podaruję sobie dalsze opowieści, ponieważ wszystkie mają tę samą cechę. Pięknie brzmią wygłaszane ze sceny przez pewnych siebie ludzi sukcesu. I chociaż ich osiągnięcia zdecydowanie im się należą, to w drodze do tych wspaniałych osiągnięć zaczynają powoli głosić ich rady, najczęściej oderwane od realiów ludzkiej psychiki. Niestety, ale widziałem to wiele razy: ten, kto jest już bardzo daleko w drodze nie potrafi oszacować realnego dystansu, co skutkuje wypaczoną perspektywą. Ale to oczywiście nie ich wina. Oni są kowalami własnego losu i mogą dojść, dokąd tylko chcą. Niestety, rady typu „chwyć za młot twojej determinacji i wykuj swoje przeznaczenie” mają się nijak do obrazu, w którym dopiero co orientujemy się w „kuźni losu” i uważamy, żeby nie potknąć się o stertę węgla drzewnego. Rady z serca, ale jednocześnie z czapy (że nie użyję innego słowa).
Wiesz, że Ty i ja mamy wspólne cechy? Nawet liczne, zapewniam Cię. Wszystkich nie będę wymieniał, bo nie chcę się wyprztykać z fajnych porównań do innych wpisów, ale uchylę rąbka tajemnicy 😉 Chcesz być kowalem swojego losu? Przynajmniej poznaj zgodne z tą alegorią podstawy metalurgii i zasady BHP. Zapoznaj się z narzędziami, tajnikami pracy. A dopiero później zabieraj się za kucie własnego losu. Patrz na tego, kto sprawnie operuje kowalskimi narzędziami i ma pełne panowanie nad metalem. Tylko tak, ucząc się tego fachu od mistrza, poznasz tajniki, jak tym kowalem własnego losu się stać.
Chcesz dotrzeć do celu? Warto najpierw zaplanować trasę. Wiedzieć, dokąd chce się dotrzeć. I przede wszystkim: wędrować, kierując się rzetelną mapą. Najlepiej wykreśloną przez tych, którzy już tę drogę przed nami przebyli. Wskażą najkrótszą drogę i ostrzegą przed pułapkami.
Jeżeli jeszcze tu jesteś, to wróćmy do metafory z początku tego wpisu z obrazową metaforą wypiętej na los ludzki Nadziei. Im dłuższy staż na tej planecie, tym ta życiowa gumka od majtek coraz bardziej się napina. Aż do granic bezpieczeństwa. Naciąga ją pragnienie, żeby „czegoś” dokonać.
W napięciu tym ukryty jest potencjał, który właściwie ukierunkowany pozwoli osiągnąć cel. Bez nagromadzenia potencjału nie wykrzesa się żadnej pracy. Żadnego efektu. Z nienapiętej procy nawet piórka nie wystrzelisz. Oczywiście, aby ustrzelić w środek tarczy przede wszystkim musisz widzieć cel i wycelować. Ale to nie wszystko. Konieczne jest napięcie.
Ale jest w tym również ukryte niebezpieczeństwo. Bo gdy nadmiernie przeciągnięta guma od majtek Nadziei strzeli, to nasza wiara w lepsze jutro, utrafienie Celu, uchwycenie za rogi naszego Przeznaczenia, zostanie obnażone i obróci się wniwecz. A my z uśmiechem politowania uśmiechniemy się do siebie pragnąc zapomnieć nad tym, jak te marzenie były naiwne i żałosne.
Albo…
Wstaniemy, otrzepiemy kurz, obmyjemy odrapane kolana i wyruszymy w dalszą drogę.
Obandażujemy oparzenia i chwycimy gotowe do kucia żelazo naszego Przeznaczenia. Tym razem za jego właściwy koniec.
Ale kto wskaże drogę? Kto nauczy? Kto poradzi? Kto wesprze? Kto otrze łzy, gdy wysiłek okaże się ponad siły? I kto opierdoli, gdy tego będziemy tego naprawdę potrzebować?
Od tego właśnie są Mentorzy.
Ale jak znaleźć tego właściwego? To temat na inną historię.
Add a Comment