Dręczyciel (18+)

Ania kończyła spłukiwać ostatni talerz. Wiedziała, że gdy tego nie zrobi, resztki makaronu zatkają filtr zmywarki. Wolała więc zadziałać prewencyjnie. Na pomoc męża nie mogła w tych tematach liczyć.

Mrok za oknem już zagościł na dobre. Dzieci rozlokowały się w swoich pokojach tak skutecznie, że czasem miała wrażenie, jakby opuszczały swe azyle wyłącznie na obiad i kolację.

Talerz wylądował w zmywarce. Zostało miejsce na naczynia po kolacji męża. Powinna mu smakować.

Zresztą, Adam powinien wrócić lada chwila.

W końcu to nie był piątek. Nie siedział z kolegami z pracy do późna w barze, gdzie wydekoltowane kelnerki nadskakiwały mu, jak najęte. Adam lubił dawać duże napiwki.

Obróciła głowę w kierunku zamkniętego laptopa i wytarła ręce w papierowy ręcznik. Wiedziała, że to nie koniec dnia. Zanim nakryje się kołdrą, wiele rzeczy musiała jeszcze wykonać. A jeżeli z mężem pójdzie gładko, czyli po kolacji on od razu pójdzie spać, tych obowiązków ubywało połowę.

Zastanawiała się na poważnie, czy zamiast lampki wina nie postawić czegoś mocniejszego. Tak, by zamroczony mąż udał się od razu w objęcia Morfeusza.

Ryzyko było jednak zbyt wielkie. Anna wiedziała, że gdy Adam wypije dużo, jego chęć do zaspokojenia perwersyjnych żądań niebezpiecznie rosła. A gdy przybrała niebezpieczne rejestry, na drugi dzień musiała jechać do pracy obolała w niektórych obszarach ciała. Anna już dawno temu została nauczona, że nie opłaca się sprzeciwiać jego woli. Im uleglejsza była, tym mniej okazywał się brutalny.

Jednak zdarzało się rzadko, że nie dała się ponieść wyobraźni, traciła czujność i uwagę. Wtedy zwykle wygodne siedzenie jej kombi zdawało się być upchane szpilkami.

Ale na szczęście miała sprzymierzeńca – jej ciało zawsze jej pomagało. W seksie naprawdę dawała radę. A najlepsze było to, że łatwo dochodziła. A jej orgazmy nakręcały Adama tak, że przeważnie szybko tryskał, zwiastując dla niej upragniony sen i spokój.

Orgazm. Tak krótka chwila małżeńskiego pożycia. Chociaż powinna sprostować – seksualnego pożycia. Te momenty indukowały w niej tajemne pragnienia. Takie, które wywołują ścisk w podbrzuszu. Motylki w żołądku. I tęskną pustkę pomiędzy nogami.

Tęskniła „za kimś innym”.

Zakazane emocje nie opuszczały jej. Obrazy wyłaniające się z wnętrza jej lubieżnej wyobraźni. Perwersyjne odczucia soczystych pocałunków, pieszczot, uścisków.

Obrazy nie seksu, bynajmniej. Tego miała na pęczki. Nie pieprzenia pragnęła.

Lecz kochania.

Uprawiania miłości.

Zjednoczenia dwóch ciał i dusz w miłosnym akcie.

Tak jej tego brakowało. Już zapomniała, jakie to uczucie. Tym bardziej tęsknota kłuła jej serce.

Nie miała problemów z łóżkową posuchą. Seks był dość często i przeważnie mogła odczuwać przyjemność. Jej niewyżyty mąż brylował w najprzeróżniejszych eksperymentach z najpopularniejszych, ale zawsze sztampowych filmów porno. Zdecydowanie na brak seksu nie mogła narzekać.

Brakowało jej czegoś innego. Magicznego i mitycznego tak, jak Yeti jadący na jednorożcu.

Tęskniła za miłością.

Ta głucha, tętniąca zapaścią nostalgia sprawiała, że bolało ją coś w środku. Za czymś, co sprawia, że ciepły ścisk w brzuchu na wspomnienie ukochanej osoby rozlewa się przyjemnym dreszczem po całym ciele. A w takich momentach niczego już naprawdę nie potrzeba do szczęścia. Wtedy samemu staje się dopełnieniem. Szczęściem. Wszystko, co jest, staje się doskonałe.

Bo idealna chwila w ramionach ukochanego zatrzymuje moment, rozciągając go do wieczności. A tylko zatrzymanych pędach czasu rozkwita czysta miłość.

Taka, za którą chce się życia oddać.

Rozpaczliwie pragnęła zapomnianych czułych słów. Muśnięć opuszkiem palca po wrażliwej części ciała. Dreszczy wywołujących gęsią skórkę. I tego palącego pragnienia. Rodzącej się żądzy. Tę strasznie bolesną tęsknotę za bliskością. Za czymś, co w seksualnym akcie jest jedynie dopełnieniem rozumienia dwóch uzupełniających się dusz.

Tęsknota za miłością jest dziwna. Bo jak można tęsknić za czymś, czego się nie zna? Nie pamięta?

Poczuła mrowienie w miejscu, które wołało za ukochanym, a które dziś wieczorem zostanie wypełnione przez jej męża.

Uświadomiła sobie, że nie oddycha już jakiś czas. Zaczerpnęła tlenu o zapachu kolacji i skierowała się w stronę laptopa. Praca sama się nie zrobi.

Nagle usłyszała dźwięk otwieranych drzwi.

Adam wszedł do mieszkania.

Cicho.

To oznaczało tylko jedno. Ten wieczór nie zakończy się szybko. Zrobiła szybką listę, co jeszcze zdąży zrobić w domu, zanim on przystąpi do działania. I zanim ona zostanie wezwana do spełnienia jego żądań. Zaspokojenia wyłącznie jego pragnień.

A może…? – łudziła się. – Może szybki lodzik i będzie spokój?

Mąż wszedł do salonu. Usiadł na wypoczynku. Milczał.

Ten rodzaj milczenia…

To nie wróżyło nic dobrego.

Strach zacisnął jej gardło. Przeczuwała najgorsze. Znała go dobrze.

Byle nie dać po sobie poznać – pomyślała.

Wzięła wdech i spojrzała na niego. Zdecydowanie nie był to miły widok.

 – Czy coś się stało? – zapytała, starając się ukryć emocje.

Milczał długo, wpatrując się w nią. W końcu wypalił. To był strzał z zaskoczenia pomiędzy oczy. Bez salwy ostrzegawczej.

 – Odwiedziłem kasyno.

Zamarła.

Znowu to zrobił. Po raz kolejny. Spodziewała się najgorszego, ale nie tego. Obiecywał, zaklinał się, że to za nim. Hazard podobno stał się przeszłością.

Naiwna.

Usiadła przy stole zrezygnowana. Bez wahania wybrałaby poddańczy seks przez najbliższe pół roku, niż usłyszeć taką wiadomość. Jego spokój w głosie wyrażał przerażoną beznadzieję kogoś, kto przegrał wszystko, ale robiąc dobrą minę do złej gry, trywializuje sytuację, maskując całkowitą porażkę.

 – Ile? – zapytała cicho.

 – Ile co? – powtórzył pytanie, udając, że nie dotyczyło stawki.

 – Ile przegrałeś? – skonkretyzowała.

Cisza przedłużała się.

Ania zamknęła twarz w dłoniach. Łzy już nie miały szans płynąć. Tak bardzo chciała się teraz do niego przytulić. Nie, nie do męża. Do ukochanego, „tego z wyobraźni”. Tęsknota rozdarła ją od środka.

 – Co przegrałem? W sumie niewiele – odparł w końcu. – Ale tak naprawdę to dużo – poprawił się szybko, zdając sobie sprawę ze znaczenia poprzedniego komunikatu.

 – Czyli? – zapytała zrezygnowana. Naszła ją nagła ochota, by wypić szklankę wódki.

 – Nalejesz mi? – zapytał nagle.

To mnie się, kurwa, należy drink! – pomyślała. Ale posłusznie podniosła się z krzesła. Wyjęła z szafki jedną lampkę. Odkorkowała wino i zaczęła nalewać.

 – Sobie też nalej – zaproponował wspaniałomyślnie.

Zamarła. Co się dzieje? – pomyślała. – Aż tak źle?

Bez słowa nalała również sobie. Tym razem więcej, niż jemu.

 – Ile przegrałeś? – zapytała w końcu, gdy podała mu szkło.

Nagle uświadomiła sobie, że jej mąż użył zwrotu tych, którzy postawili całą gotówkę i stracili wszystko. Nie powiedział „ile”. Użył słowa „co”. Powtórzyła pytanie, dostosowując się do jego wypowiedzi.

– Co przegrałeś?

Nie odpowiedział. Wychylił całą zawartość jednym haustem. Przełknął i energicznie westchnął. Owionął ją winny opar.

Zamiast odpowiedzieć nadstawił lampkę po dolewkę. Przeraziła się, ale przechyliła butelkę.

 – Nie jest tak źle – odparł, ewidentnie wygłaszając przygotowaną przez siebie mowę. – Mogło skończyć się naprawdę kiepsko.

To jak źle musi być, że jesteś w takim stanie? – pomyślała.

 – Nie stracimy domu ani samochodów…

 – Co za ulga! – prawie krzyknęła.

 – Ale… – wychylił drugą lampkę do dna. Zakasłał. Widać było, że walczy ze sobą. Jednakże to nie była postawa pokonanego. Przypominał raczej kogoś, kto uważa się za sprytnego, że nie przegrał wszystkiego, oddając za obronę najważniejszych zasobów mało znaczące terytoria. Ta udawana duma biła z niego, zdemaskowana przez działające wino. Za samochody, dom i gotówkę oddał w zamian coś, co było dla niego znacznie mniej cenne. Czy przegrał? Jasne. Tego nie kwestionował. Ale czy uważał się za przegranego? Nie sprawiał takiego wrażenia.

 – Co przegrałeś? – powtórzyła ponownie pytanie. Jeszcze spokojnie.

Spojrzał na nią i zaczął referować spreparowaną na potrzeby tej rozmowy wersję zdarzeń.

– To była mała partyjka – zaczął historię, która wcale jej nie interesowała. – Zaczęło się od bezpiecznych stawek, ale te rosły. Początkowo miałem doskonałą passę. Karta mi szła.

Aż do czasu – pomyślała.

– Aż do czasu – powtórzył jej myśl.

Zapadła cisza. Nienawidziła ciągnąć go za język w momentach, gdy ewidentnie skrewił.

– Aż do czasu? – posłała mu pytające spojrzenie.

– Do czasu, gdy pojawił się on.

Anna zamrugała zaskoczona.

– Kto? – patrzyła na niego badawczo.

Czy on naprawdę uważa, że czytam w jego myślach? – zapytała samą siebie.

– No! – odwarknął zdenerwowany. – On. Krzysiek!

Nagle poczuła, że serce wyskoczy jej z piersi. Strach ją sparaliżował.

– Jaki?… – przełknęła ślinę. – Jaki Krzysiek? – zapytała zanurzając usta w pucharze z purpurowym napojem.

– Nie udawaj – odparł nerwowo. – Wiesz, który. Poznaliście się  na imprezie sylwestrowej rok temu.

Ten Krzysiek. Jej Krzysiek. Zamieszkujący pogranicza jej wyobraźni.

Uciekła wzrokiem, co Adam odczytał, jako objawy jej załamania. Postanowił zerwać ten plaster szybkim ruchem.

– Siadł do stolika – kontynuował – i jakby diabeł kierował jego grą. Zgarnął wszystko. A ja nie miałem już co postawić. A przecież musiałem się odegrać. Nie mogłem odejść od stolika z niczym.

Nie odezwała się. Znała męża od dawna.

– Nie mogłem przecież tego tak zostawić – kontynuował tłumaczenie. – Musiałem mu pokazać. Ale on chyba zaznaczył karty, czy coś. To nie była moja wina.

Ileż razy już to słyszała?

– Co przegrałeś? – postanowiła ponownie przejść do konkluzji. Nie interesowała ją jego historia. Myślała o Krzyśku. W głowie kotłowały się myśli.

– Gdy stawka wzrosła – zaczął kolejne wyznanie – zaczęliśmy żartować, że przecież samochodów i innych nieruchomości na stół nie położymy. Ale gra trwała, rozumiesz – nie rozumiała. – Dlatego Krzysiek zaproponował postawić coś niematerialnego. Wiesz, jako bufor, abyśmy niczego nie stracili.

Niczego nie stracili – usłyszała myśli o gorzkim zapachu.

– Gdy wypowiedział, jaka jest stawka, musiałem zagrać. Wszystko, albo nic. No, musiałem zaryzykować, rozumiesz? Na stole był cały nasz dobytek. To było ostatnie rozdanie.

Ania wstała i odwróciła się w stronę zmywarki. Lampka po winie to było coś, co akurat zapełni wsad. Nie chciała dać po sobie poznać emocji, które nią targały.

– Czyli? – zapytała, odwracając się i zakładając ręce na piersiach.

– Obiecał, że postąpi honorowo.

Zatkało ją. O czym on bredzi? Nie zdążył się przecież upić.

– Kto?

– Kto, kto? Krzysiek, a kto? – odparł sarkastycznie.

– Ale co się wściekasz, Adam? – podniosła lekko głos. W końcu w pokojach spały dzieci. – Powiesz w końcu, o co chodzi? Mam do rana zgadywać?!

– Chodzi o to, że w ostatnim rozdaniu na stole był cały nasz dobytek – powiedział to tak normalnie, jakby chodziło o wymianę koła w samochodzie. – Ale w ostatniej kolejce odzyskałem dom – zaczął wymieniać – i gotówkę. I samochody.

 – Nie pytam na razie, jakim, kurwa cudem na stole znalazło się nasze całe życie, bo aż w głowie mi się to nie mieści. Interesuje mnie natomiast, co w takim razie przegrałeś!? – przerwała mu. – To nie daje mi spokoju!

Milczał. W końcu opuścił wzrok.

Ale Ania, tak naprawdę to tak jakby wygraliśmy – poprawił się. – Nie stracimy niczego.

O czym on bredzi? – pomyślała. A może po prostu kłamie, jak ostatnio i z dziećmi czeka na nich miejsce pod mostem? Może przytułek? Opieka społeczna? Strach o dzieci dodał jej odwagi.

– Wydusisz to wreszcie, do jasnej cholery!? – krzyknęła tak ostro, że nie rozpoznała samej siebie. Adam po raz pierwszy skulił się w sobie. To tylko bardziej ją przeraziło.

Ponownie zadała to pytanie. Włożyła w to resztkę energii.

Tak chciała poczuć siłę. Bliskość. Tak strasznie zatęskniła za tym, by zostać zamkniętą w ramionach.

Spojrzała na męża z odrazą. Zauważył to i zrozumiał, że nie może dalej zwlekać z odpowiedzią. Jej wyraz twarzy musiał mówić wiele, bo Adam nagle się ożywił.

– W ten weekend – postanowił przejść od razu do sedna, niczym zrywająca plaster pielęgniarka – od piątku do poniedziałkowego poranka – zawiesił głos – pojedziesz z Krzyśkiem w pewne miejsce, które zna tylko on.

Jej wyraz twarzy sprawił, że poderwał się na równe nogi.

– Spokojnie, żono – podniósł obie ręce w geście pojednania – obiecał honorowo, że nie stanie ci się żadna krzywda.

– A ty mu wierzysz? – zapytała skołowana, nie wiedząc, czy zasnęła przy zapełnianiu zmywarki i to tylko sen.

Milczał chwilę, bijąc się z myślami.

– Tak – odparł w końcu. – On jest, jaki jest, ale na pewno dotrzymuje słowa. I jest honorowy. Żadna krzywda ci się nie stanie.

Stanęła, jak wryta.

– Co rozumiesz pod pojęciem „krzywda”?

– To – zaczął powoli – że nie spotka cię z jego strony żadna nieprzyjemność, ale… – zawiesił głos.

– Ale? – ponagliła go do odpowiedzi. Wszak chodził o jej Krzyśka.

– Ale – zamknął oczy – będziesz do jego dyspozycji przez trzy dni i dwie noce. A ja nigdy do tego nie wrócę. Tylko tak spłacimy dług.

– Spłacimy dług, powiadasz? – Wzięła się pod boki. Emocje targały nią, niczym liściem w górskim strumieniu.

Spojrzał na nią i od razu się poprawił.

– Tylko tak spłacę dług – westchnął ciężko. Przeczuwał, co może się kryć za tym paragonem – pozwalając ci pojechać. Z nim.

– Chciałeś powiedzieć, mężu – wycedziła ze złością – że to ja spłacę twój dług! Jeżeli zechcę pojechać. Z nim. Z Krzyśkiem. Na trzy pełne noce! Kurwa! Co ci do łba strzeliło?

Milczał.

Anna uśmiechnęła się w duchu, ale na jej policzek spłynęła łza. Opadła zrezygnowana na krzesło. To rozdarcie. Ta tęsknota.

– I przez ten czas – zapytała łamiącym  się głosem – przez czas spłacania przeze mnie twojego długu – podkreśliła to wyraźnie – co przez ten czas on będzie mógł ze mną zrobić?

Odwrócił się. Milczał długo.

– No? – ponagliła go. – Mówił coś? Jakie ma zamiary? Albo co planuje? Odpowiadaj! Musieliście negocjować warunki użytkowania towaru!

Oby były takie, o jakich myślę – złapała się tej myśli i zamknęła ją przed jego spojrzeniem.

Adam aż się skrzywił. Jakby został spoliczkowany. Podjął ostateczną próbę ratowania swojej pozycji.

– Nie bądź wulgarna – zaczął tak niemrawo, że od razu ta fasada pewnego siebie faceta rozsypała się w proch.

– Pieprz się! – krzyknęła Anna. – Zadała ci pytanie, więc odpowiedz! Co mu wolno ze mną zrobić?

Zapadła cisza. Ciężka. W oczekiwaniu na odpowiedź czuła, jak szalejące w jej środku motyle lada moment uniosą ją w powietrze. Jej Krzysiek.

– Wszystko – odparł o końcu. – Będzie mógł z tobą zrobić wszystko. A ty…– zawiesił głos – ty się na wszytko zgodzisz. Takie były warunki.

Zgodzę się na wszystko – ta myśl pobrzmiewała w jej głowie jeszcze kilka sekund.

– Więc warunki faktycznie dotyczą użytkowania, tak? – z jej gardła wydobył się histeryczny chichot. – Pięknie to sobie ustaliliście. Towar zakontraktowany pomiędzy dwiema stronami wymiany.

Chyba tracę rozum – przewinęło się jej przez myśl.

W zapadłej ciszy odwróciła się do szafki. Wyjęła kolejną lampkę. Nalała na dwa palce. Wzniosła cichy toast. Coś w niej pękło. Gdyby to nie był Krzysiek…

Podjęła decyzję.

Sama nie wiedziała, czy z żalu, bezsilności, czy z… coś się budziło w jej środku. Ekscytacja? Szczęście? Nie potrafiła rozpoznać. Ale zdecydowanie musiała udawać.

 – Więc, mężu – odezwała się chłodno, maskując buzujące we wnętrzu emocje. – Spłacę twoje długi. I wiedz, że zrobię to tak, że nigdy nie usiądziesz do stolika. Spełnię każdy rozkaz Krzyśka, każdą zachciankę. A mój weekendowy zwycięzca Krzyś przeżyje najcudowniejszy, najbardziej szalony weekend swojego życia. Obiecuję ci. Zrobię wszystko, żebyś na samą myśl o podejściu do drzwi kasyna miał odruch wymiotny. Zrobię z nim wszystko, czego zażąda. Nawet to, czego z tobą nigdy nie robiłam – na to wyznanie odskoczył, niczym oparzony. – Bądź pewien, że tak zrobię. Dla ciebie. Dla nas. Jeżeli sobie tylko zażyczy, to nie prześpię ani jednej z tych trzech nocy z dala od ciebie. W miejscu, do którego wysłała mnie twoja głupota. Ale ja nie mam zamiaru płakać, oj nie. Twoja kara będzie dla mnie nagrodą. A jak Krzysiek zdejmie spodnie i zażąda, żebym mu…

– Przestań! – przerwał jej Adam schował twarz w dłoniach. Chyba coś zaczęło do niego docierać.

– Nie mam zamiaru przestać, mój mężu. W zasadzie, to ja nawet nie zaczęłam – przechyliła całą zawartość i przełknęła głośno. – To co? Czas na twój odwyk. Kiedy wyjeżdżam?

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *