Jak znaleźć mentora?

Bardzo dawno temu odkryłem zasadę, czy też raczej – metodę, która nieraz dupę mi uratowała. Pozwól, że z serdeczności tą metodą się tutaj z Tobą podzielę.
Ta metoda jest świetna, ale jej siłę i wektor działania musisz wyważyć po swojemu. Ale masz swój rozum, więc się o to nie boję.
Nie byłbym sobą, gdybym wcześniej nie zbudował kontekstu, co nie?
Zaczynanie z grubej rury jest dobre… ale nie dla tych, co potknęli się o wystającą z rozkopanego chodnika rurę kanalizacyjną i pacnęli twarzą w rozciapkane błocko.
Więc…
Podejrzewam, że Ty również miałeś takie sytuacje, gdy stoi się na rozdrożu życiowym i nie wiadomo, w którą odnogę pójść. Tak, jak Ty, byłem na takim skrzyżowaniu wiele razy. Wtedy boleśnie zdawałem sobie sprawę, jak bardzo potrzebowałem eksperckiej porady lub mentoringu. Zwykle kręciłem głową szukając ekspertów… i nie znajdowałem nikogo. Czułem się mniej więcej tak, jak Neil Armstrong, który na Księżycu rozglądał się za budką z kebabem. No takie były czasy. Mentorów brakowało. W dążeniu do celu nie miałem pojęcia, kogo zapytać o radę i pomoc, żeby nie narobić głupot. Co wcale nie znaczy, że ich nie narobiłem, ale to inne historie 😉 Ciekawe i niektóre już przedawnione.
No, ale byłem uparty, więc udało mi się ten problem rozwiązać.
Jak?
Dojdę i do tego, obiecuję. Wprowadzę Cię do tego tą historią.
Kiedyś rozgryzłem chińskie ciasteczko i o mało nie zakrztusiłem się karteczką z radą:
„Uważaj, jak rozgryzasz ciasteczko z wróżbą, bo możesz się zakrztusić”.
😉
Nie, żartuję. Ta rada brzmiała:
„Jeżeli chcesz coś osiągnąć, ale nie wiesz jak to zrobić, zapytaj o radę kogoś, kto już to osiągnął.”
Tak to mniej więcej szło. Tłumaczenie z chińskiego na polski równie subtelne, jak sesja na trampolinie, gdy ma się ostrą biegunkę.
Chociaż, jakby się tak głębiej zastanowić? Umysł badacza nie pozwala od razy negować nawet najdziwniejszej tezy. No to jedziemy 😉
Od dawna wiadomo, że zarówno zachowania, jak i mechanikę społeczno-osobistą da się modelować. A co za tym idzie – powielać.
Bardzo mocno upraszczając, my wszyscy działamy według schematów. Nawyków.
Czyli: zaobserwuj, zbadaj, opisz i skopiuj. To „gotowy przepis na sukces”. Lub na porażkę, bo ten kij ma dwa końce.
Ta recepta, tak przaśna w swej prostocie, jest w rzeczywistości wynikiem wieloletnich prac badawczych. Baaardzo poważnych ludzi. Pierwsi z brzegu: Grinder i Bandler nazwali to programowaniem neurolingwistycznym, czyli czymś, co właśnie teraz bardzo obszernie i całkowicie merytorycznie … pominę, bo nie o to chodzi w moim wpisie.
Pomysł, aby mieć mentora w drodze na szczyt jest co najmniej tak dobry, jak zabranie śpiwora w podróż na biegun południowy. To rzecz, która bywa przydatna, jeżeli nie chcesz odmrozić sobie… na przykład uszu.
Ludzie sukcesu nie rosną jednak na łąkach i drzewach. To nie szczaw i mirabelki. To raczej rzadki delikates. A jak już jakiegoś znajdziesz, to najczęściej okazuje się, że dostęp do ich wiedzy, a przede wszystkim – do ich czasu, może być tak trudny, jak wyjście ze strefy friendzone. Czyli czasem po prostu jest to niemożliwe.
I cóż począć w takiej sytuacji?
Można, jak w milionerach, wybrać koło ratunkowe. Mamy w końcu nowoczesność w domu i w zagrodzie, więc może by zaczerpnąć mądrości z Internetu? No oczywiście, że można. Ale byłeś tam kiedyś? No to wiesz, że w sieci jest absolutnie wszystko. Mądrości i totalne głupoty. A właśnie mądrości potrzeba, by rozróżnić jedno od drugiego. Wierz mi, wiem, o czym mówię. Też kiedyś nie miałem tej elementarnej wiedzy. Nie znałem właściwych wskazówek i drogowskazów. I wędrowałem przekonany, że idę w dobrą stronę, po drodze rozgniatając radośnie batony czekoladowe. Tylko, że w moim mniemaniu to były batony 😉 A sam wiesz, że jak już się coś do buta przyczepi, to wiadomo…
Co zatem począć, żeby nie błądzić? Jak z tego impasu wyjść? Skoro kuponów do indywidualnych spotkań z ludźmi sukcesu nie rozdają w weekendowych wydaniach gazetki osiedlowego dyskontu?
Otóż jest rozwiązanie poboczne. Słuchaj, bo jak dobrze to rozegrasz, przyniesie ci to więcej korzyści, niż dwadzieścia lat akademickiej nauki angielskiego.
Okay, ja wiem, że sobie trochę śmieszkuję, ale na serio – sprawdziłem tę metodę w naprawdę trudnych sytuacjach. I ona bardzo często mnie ratowała.
Akt urodzenia tej metody pochodzi z czasów, gdy Internet był dopiero mokrym snem geeków i twórców literatury science fiction.
To co? Chcesz się dowiedzieć?
Gdy będziesz w takiej sytuacji, że nie będziesz wiedzieć, co począć i w którą ścieżkę życia skręcić, wykonaj następującą procedurę. Po kolei i dokładnie.
Uwaga: podaję receptę.
Znajdź człowieka w twoim otoczeniu, który reprezentuje swoimi życiowymi osiągnięciami absolutne przeciwieństwo twojego marzenia. Kogoś, którego życie stoi w totalnej opozycji do twojego wielkiego celu. Jeżeli Twoim celem jest sukces, nie powinieneś mieć problemu ze znalezieniem takich ludzi.
Na przykład, gdy chcesz schudnąć i mieć świetną sylwetkę, idziesz do kogoś zapuszczonego i przyrośniętego do kanapy. Kogoś, kto biegał ostatnio, gdy na ziemi panowały dinozaury.
Albo, gdy chcesz mieć świetne wyniki w biznesie, idziesz do spłukanego, biednego jak mysz kościelna człowieka, którego pieniądze trzymają się tak, jak czyste sumienie trzyma się polityka.
A może chcesz poprawić relacje? Utrzymać szczęśliwy związek? Nauczyć się języka? Albo rzeźbić w drewnie czereśniowym… już łapiesz schemat? No. Wiem, że łapiesz 😉
No więc… idziesz do takiego człowieka. Jest ich jest masa dookoła, wierz mi. I po prostu mówisz, że „twój kolega” lub „koleżanka” ma problem, na który nie wiesz, co odpowiedzieć. Jesteś w kropce, bo nie wiesz w sumie, kogo kompetentnego w tej kwestii się poradzić.
Tym sposobem zarzucasz wędkę i czekasz. Na taką przynętę szybko będziesz mieć branie. Znaczy – słowotok porad i rozwiązań.
I gdy ten ktoś zacznie mówić – słuchasz. I trzymasz się tej ramy, zupełnie jak rowerzysta podczas zimowego zjazdu z Kilimandżaro.
I pamiętaj! Notujesz w pamięci każde słowo. To kluczowe!
Dlaczego? No właśnie.
Ano dlatego, że całość musisz dokładnie usłyszeć, zrozumieć i zapamiętać.
I następnie wszystko co do joty zrobić… dokładnie odwrotnie!

Miał być wpis o toksycznej pozytywności, ale jakoś tak na mdłości mnie wzięło 😉

Wspaniałej reszty weekendu dla Ciebie. Dzieci idą do szkoły. My – dorośli – ze szkoły nigdy nie wychodzimy.

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *