Łowca androidów

Przyznam Ci się do czegoś.

Uwielbiam „Łowcę androidów”.

Tę pierwszą wersję. Z 1982 roku. Chociaż sequel z 2017 roku okazał się mistrzowski 🙂

Niemniej jednak, nie wiem, czy wiesz, ale ten film miał trzy wersje. I osobiście jestem fanem tylko jednej z nich.

Jeżeli ten obraz zamknięty w nocnym, deszczowym świecie noir nie jest ci znany, to zaspojleruję co nieco.

Fabuła jest wielowątkowa i celowo zagmatwana, ponieważ nikt tutaj nie jest tym, za kogo widz go początkowo uważa. Wierz mi – dekadami trwał spór o znaczenie nawet pojedynczych scen. Ten spór trwa do dziś i nie zapowiada się na rychły jego koniec.

Głównym bohaterem tego obrazu jest zagubiony, ale równocześnie bezwzględny i wyjałowiony z uczuć łowca, który pod przymusem poszukuje, czy też lepiej – poluje na sztucznie wytworzone istoty – androidów. Twory świadome, zbudowane z żywej tkanki, jednak fabrycznie obarczone limitem w którym zamyka się ich egzystencja. Fabryczny, niemożliwy do obejścia limit życia androidów to cztery lata. Na tyle można obliczyć metrykę androidów z wersji Nexus 6. W tak krótkim czasie ma się zamknąć całe życie świadomej, sztucznej istoty.

Ale ta istota, która posmakuje życia, chce je, rzecz jasna, przedłużyć. Ale to niemożliwe! Limit. Co nie oznacza, że temu niemożliwemu nie należy się przeciwstawić. I to jest główny motyw istot, na które wydano wyrok. Walczą więc z przeznaczeniem. nieuchronnym, nieubłaganym. Bo androidy chcą żyć. Ale tego przywileju im poskąpiono. Rodzonym ludziom – tak. Stworzonym ludziom – nie.

Cały wysiłek głównego bohatera jest beznadziejną i finalnie trochę niepotrzebną walką o wyeliminowanie istot, które są u schyłku swojego życia. Czy też raczej – schyłku działania.

Całej fabuły nie będę zdradzał, ponieważ poza kryminalnymi wątkami, fenomenalnymi scenografiami, wstrząsającą muzyką i ponadczasowymi ujęciami (scena zabójstwa, ups, przepraszam: eliminacji Zhory pozostaje na zawsze w pamięci. To czysta artystyczno-wizualna metafora, której mógłbym poświęcić kilka wątków). Poza tymi i innymi scenami mamy dość niecodzienny i kostropaty wątek miłosny, który daje mnóstwo światła na osoby w ten wątek zaangażowane. I nie będę tutaj cytował reżysera, który dopiero po dekadach zdradził, co te sceny naprawdę znaczyły, więc przejdę do końcowej sceny.

W końcowej scenie Roy Batty (Rutger Hauer) ratuje od śmierci swojego śmiertelnego wroga, którym od początku obrazu jest Rick Deckart (Harrison Ford). Wcześniej Rick zamordował, czy też poprawniej: wyłączył wszystkich towarzyszy Roya. Tak, tych androidów, którzy chcieli żyć. Wyłączył ich w spektakularny i krwawy sposób. Zupełnie nie przystający do spokojnego, niczym wyjęcie wtyczki z kontaktu wyłączenia telewizora. Bardziej przypominało to rzeź niewinnych ludzi, którzy chcieli po prostu żyć, pracować, kochać.

Nie było im dane.

To, rzecz jasna, doprowadziło do furii głównego antagonistę, czyli Roya. Bezprecedensowa walka o przeżycie i likwidację w mrocznym mieście noir przybiera nieoczekiwany obrót, gdy to prześladowany, skazany na śmierć sztuczny twór ludzkiego geniuszu, okazuje się bardziej ludzki niż posłany za nim łowca, który ma wyeliminować ostatnie sztuki „sztywnych” , jak to określił cyniczny komendant.

Antagonista okazuje się bardziej ludzki od tych, którzy wydali na niego wyrok śmierci. A jego głównym motywem działania jest podstawowe, wpisane w ewolucję pryncypium instynktu zachowawczego, które dyktuje, że istota żywa zrobi wszystko, by przetrwać. Świadoma lub nie.

Człowiek może korzystać z tego instynktu. Android nie. Pomimo tego, że ten „instynkt” został zaprogramowany w główny rdzeń decyzyjny androidów. Zaprojektowany i wdrożony przez ludzkich projektantów. To przypomina scenę z raju. Oto drzewo poznania dobra i zła, ale nie wolno wam smakować jego owoców.

To odwieczne i naturalne prawo do przetrwania za wszelką cenę, tak ludzkie, zostało sztucznym tworom cynicznie przez stwórców zakazane.

Wracam od tej dygresji do sedna.

Odratowany łowca androidów, pokonany i ranny, zostaje rzucony pod brudny załom komina. Jest noc, pustka i padający deszcz w mieście noir. Początkowo scena wydaje się całkowicie niezrozumiała dla ocalonego. Jest przerażony. Ale już po chwili jego wybawca, a do niedawna śmiertelny wróg, zaczyna swoje, jak się okazuje, ostatnie wyznanie.

– Widziałem rzeczy, którym wy, ludzie, nie dalibyście wiary. (…) Wszystkie te chwile przepadną w czasie, jak łzy w deszczu.

Po tym wyznaniu Roy Batty uśmiecha się do swojego dawnego śmiertelnego wroga. Już wie, że Rick mu nie zagrozi, bo jego chwila nadchodzi. Uśmiechając się dopowiada.

– Czas umierać.

I umiera.

Tak po prostu. Od razu.  Beż żadnego hollywoodzkiego patosu. To jedna z najsmutniejszych śmierci w historii filmów z tamtej epoki.

On po prostu… wyłącza się.

Przestaje funkcjonować.

I wypuszcza gołębicę (o tym symbolu nawet nie będę zaczynał ;))

Wszystkie wspomnienia, obrazy, przeżycia, emocje, przygody, walki, starania, uczucia… rozpływają się w deszczu i stają się częścią niepamięci. Znikają. Rozpływają się. Bezcenne rzeczy, które stają się niezapamiętane, nieutrwalone, niedocenione, nie mają finalnie żadnej wartości. Nikt o nich nie ma pojęcia, więc nigdy nie istniały.

I to wszystko dzieje się po wypowiedzeniu słów do (jak się okazało po dekadach) jednego ze swoich. Bo tytułowy łowca androidów, myśliwy i eliminator na służbie ludzi za biurkami, jest jednym z rodzaju istot stworzonych przez ludzi. Sam jest, chociaż o tym nie wie, androidem. Sztucznym tworem który uważa się za żywego człowieka. Nie posiada jednak przeszłości. Nie ma wypracowanych emocji i uczuć. Nie potrafi związywać relacji. Jest bardziej sztuczny od tych, na których poluje, ponieważ jego ofiary te zdolności już wypracowali, zbliżając się do ideału stania się prawdziwą istotą ludzką. I w tej swoje ułomności, sztuczności, niezgrabności jest bardziej ludzki, niż ktokolwiek spotkany dziś na ulicy.

To prawdziwy dramat. Lecz, czy faktycznie, jeżeli objęty dramatem nie zdaje sobie z tego sprawy?  Nie sądzę. Pamiętasz „Truman Show”?

To potwornie i skrycie poprowadzona cyniczna gra ludzi u władzy zasobnych w kapitał, którzy nie pobrudzą sobie rąk przemocą, lecz poślą jednego „sztucznego” przeciwko drugiemu swojej nacji, stawiając obu w narożnikach ringu. Sędziując w meczu, który nikomu nie przyniesie zwycięstwa, poza tym, który tę rozgrywkę ustawił. Bo finalnie wynik śmiertelnej walki już został ustawiony. Jak zawsze zresztą.

Jak mi to przypomina dzisiejsze czasy…

Te dla zaznajomionych w temacie miłośników kina: słowa Ray`a, tak wielowymiarowe, pokazują między innymi to, że nawet prawdziwi ludzie mają w swoim życiu momenty i chwile, które są absolutnie bezcenne. Tak przepełnione znaczeniem, tak naznaczone głębią i tak transformujące, że zmieniają życie na zawsze. Często w jednej chwili. W sekundę. Natychmiast.

Pierwsze zakochanie. Pierwsza ucieczka przed wrogiem. Pierwszy pocałunek. Narodziny dziecka. Ucieczka przed śmiercią. Pierwsze rozpoznanie siebie w lustrze…

Ale jednocześnie te chwile nie obchodzą absolutnie nikogo, kto wszak tej głębi pojąć nie może. I te chwile satori przepadną w deszczu codziennych padających na nasze życie sekund.

Dlatego nie oczekuj, że ktoś pojmie głębię twojego zrozumienia. Że ktoś pochyli się nad drogą Twojej transformacji. Że zechce wysłuchać Twoich wniosków, jak w życiu skutecznie wykopywać złoto. Jak stawać się lepszym, jak patrzeć na „dziś”, jak czytać innych ludzi.

Nic z tego.

Nie te czasy.

Celebruj swoją przemianę. Doświadczaj jej. I bądź zmianą. Ale, proszę, nie rzucaj tej koncepcji, niczym pereł, przed świńskie ryje chcących się tylko nachapać prosiaków. Nie wszystko, co chcemy dać światu ma wartość. Ale równocześnie nie wszystko, co bezcenne, powinniśmy światu ofiarować. Zwłaszcza, gdy ofiarujemy to za bezcen.

Bo już wiele lat temu odkryłem starą prawdę, że coś nawet bezcennego, co jest oddane za darmo, jest dla obdarowanego warte dokładnie tyle, ile za to zapłacił, czyli ZERO.

Aha. Ta „moja wersja” jest na HBOMAX. Jak ktoś ma – polecam obejrzeć Blade Runnera. W ciszy, spokoju i na raz.

Ale wiem, że to film innego pokolenia 😉

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *