Partyjka pokera

Partyjkę życia rozgrywa się każdego dnia.

Na stojącym pośrodku kasyna stoliku.

Stoliku oklejonym krwistym aksamitem, zaplamionym whiskey i niedopalonymi cygarami.

Co wieczór, równo o dwudziestej pierwszej zasiadają przy nim różni gracze.

Po lewej stronie od wejścia czasami zasiada SZCZĘŚCIE. Gdy pojawia się przy stoliku, zawsze zgarnia najwyższe żetony, zostawiając reszcie graczy marne ochłapy. Cóż – ma szczęście.

Przycupnięta po prawej stronie SPRAWIEDLIWOŚĆ  jest ślepa, więc z zasady przegrywa każde rozdanie. Ale nigdy nie marudzi. Przegraną kwituje stwierdzeniem, że każdy dostaje to, na co zasługuje.

To tylko moje przypuszczenie, ale przysięgam, że czasem mam wrażenie, iż SPRAWIEDLIWOŚĆ wszystko doskonale widzi i tylko udaje ślepą. Z pewnych źródeł wiem, że chciałaby wejść w sojusz ze SZCZĘŚCIEM, ale IRONIA, która zasiada dwa krzesła obok, już dawno oznajmiła, że SPRAWIEDLIWOŚĆ na SZCZĘŚCIE liczyć nie może.

Stałym bywalcem jest LOS. Szczerzący się w szyderczym uśmiechu ustala zasady gry w trakcie jej trwania. Strasznie denerwuje tym SPRAWIEDLIWOŚĆ, która to właśnie jemu daje się ogrywać. Ale poza marudzeniem, przyjmuje wszystko w pokorze. Widocznie jej się to należało. Zwykle nawet palcem nie kiwnie i na marudzeniu się kończy. SPRAWIEDLIWOŚĆ zawsze okazuje się bezsilna wobec LOSU

Naprzeciwko, za połacią blatu stoi krzesło z wyłamaną jedną nogą. Na nim zasiada OKAZJA. Ale ta pojawia się tak rzadko, że już prawie nikt nie pamięta, jak wygląda. Sam nie pamiętam, jak wygląda OKAZJA. Nie potrafiłbym jej zauważyć i rozpoznać w codziennym życiu. Nawet, gdyby się pojawiła. Zresztą to nieistotne, ponieważ przeważnie nie ma przy sobie złamanego żetonu. A gdy raz do roku przychodzi z większą ilością gotówki, to zawsze towarzyszy jej groźnie łypiące na pozostałych RYZYKO. RYZYKO nigdy nie zasiada do partyjki. Chociaż SZCZĘŚCIE nieraz próbowało go do tego namówić.

Z kolei stałym graczem jest FATUM. Ta farbowana na fałszywą czerwień osobowość zawsze gra znaczonymi kartami. Gdy FATUM oszukuje, SPRAWIEDLIWOŚĆ zawsze odchodzi od stolika. To w sumie niczego nie zmienia, ponieważ ona z zasady i tak jest ślepa.

Stałym bywalcem jest PECH, który nosi na sobie płaszcz zdarty z Dementora. Komicznie wygląda w tej swojej podartej szmacie, ale nikt się z niego nie śmieje. Poza SZCZĘŚCIEM i FATUM, nikt nie lubi, gdy PECH tasuje karty, bo gdy on rozdaje partyjkę, zwykle jest ona spisana na straty. Nie lubię wieczorów, gdy ten stały bywalec zasiada za stolikiem i zaciera z uciechy dłonie, szczerząc się żółtymi zębami do OKAZJI.

Na szczęście z tego podrywu cieszy się przeważnie grające złotymi sztabkami ROZCZAROWANIE.

Czasem pojawia się znany ze swojego irytującego, kapryśnego charakteru LOS. Wszyscy wiedzą, że to pozer, bo jedyne, co się w nim spina, to naciągnięty do granic wytrzymałości guzik trzymający poły jego przyciasnej, żółtej marynarki. PECH nieraz zastanawiał się, co by się stało, gdyby nić guzika puściła.

Bywa, że raz na jakiś czas zagości ognistowłosa NAMIĘTNOŚĆ. Swoją obecność zwykle anonsuje słodkim i lekko uderzającym do głowy aromatem egzotycznych perfum. Z nią zwykle nikt nie blefuje, bo z nią przegrać, to jak wygrać. Ta odważnie patrząca w oczy kobieta ma zawsze parę asów wetkniętych za koronkową pończochę. A ich brzeg jest znacznie poniżej małej czarnej, która opina uda NAMIĘTNOŚCI. I chociaż wszyscy gracze to widzą (poza Sprawiedliwością), odurzeni atmosferą NAMIĘTNOŚCI, zwykle nie protestują. Bo gdy ona wchodzi do gry, wygranym jest nie ten, kto zgarnie żetony, lecz ten, kto wejdzie z nią w sojusz. Czasem jest to SZCZĘŚCIE. Czasem OKAZJA. Ale nigdy PECH i ROZCZAROWANIE. Od nich NAMIĘTNOŚĆ trzyma się z daleka.

Bywa, że czasem cichcem do stolika przysiada się STRACH, ale z nim trudno cokolwiek ugrać. Nie dlatego, że jest świetnym pokerzystą, ale dlatego, że STRACH nigdy nie obstawia wysoko i szybko pasuje. Zresztą, on szybko ucieka, ponieważ boi się ciemności.

Lubię wieczory, gdy na dębowym taborecie zasiada do partyjki RADOŚĆ. Szczerząc się białymi zębami, zawsze kołysze się na dwóch drewnianych nogach stołka i komentuje rozdanie. Irytuje tym OKAZJĘ i prowokuje PECH. Czasem RADOŚĆ przyprowadza ŚMIECH, który zwykł nosić przekrzywiony na prawe ucho beret. Ta para jest totalnie pokręcona, bo nieważne, czy wygrają, czy zostaną ograni do czysta. Zawsze świetnie się bawią. Lubię ich. Uwielbiam, gdy wieczorami pojawia się RADOŚĆ i ŚMIECH. Ciekawe jest to, że potrafią rozbawić nawet FATUM. Ale nawet SZCZĘŚCIE nie wie, jak to robią.

Wieczory, gdy przy stoliku zasiadały jednocześnie NAMIĘTNOŚĆ, OKAZJA, RADOŚĆ i SZCZĘŚCIE, kurtuazyjnie przykryję zasłoną milczenia.

Graczy jest znacznie więcej. Całe rzesze. Są płotki i grube ryby. Obserwuję tę powtarzającą się grę od dekad. A szczerbatą pamięcią sięgam jeszcze dalej w pomroczne dzieje.

Każdy chce ograć pozostałych.

Każdy ma chętkę rozbić bank.

Nikt nikomu nie ufa i każdy blefuje.

Zdarzają się sojusze i zdrady.

I nie zawsze gra toczy się o leżące na aksamitnym blacie żetony.

A jak mnie idzie gra?

To nieistotne. To nie moje zajęcie.

 

Wspomnienia pora odłożyć na bok. Już prawie dwudziesta pierwsza.

Za chwilę zaczną schodzić się gracze.

Liczę, że dziś zjawi się RADOŚĆ. Może przyprowadzi kogoś ciekawego?

 

A ja?

Co robię JA? Jaka jest moja rola?

Cóż, jak każdego wieczora robię, co do mnie należy.

Już prawie dwudziesta pierwsza.

Za chwilę zaczną schodzić się GRACZE.

 

Właśnie kończę nakrywać do stolika.

Tak, tym się właśnie zajmuję.

A na środku blatu kładę talię nowych kart.

Tę samą talię, którą wręcza mi właściciel tego kasyna. Robi to każdego ranka, gdy tylko otworzę oczy.

WŁAŚCICIEL tego przybytku nigdy nie bierze udziału w grze.

Nigdy nie tasuje.

Nigdy nie rozdaje.

Nigdy nie obstawia.

Nigdy nie podbija stawki.

I nigdy się nie pojawia.

Ale WŁAŚCICIEL zawsze ostatecznie wygrywa.

 

 

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *