Taka oto historyjka.
Środa. Ratusz. Gabinet najważniejszej osoby w mieście. Godzina 10:38.
– Niestety, panie prezydencie – żali się sekretarz, podając włodarzowi do podpisania kolejne zamówienie na rury ściekowe – mieszkańcy strasznie narzekają na komunikację miejską. Podobno, rzekomo, nie spełnia oczekiwań.
– A tam – prezydent macha ręka – pierdzielenie. Przecież działa, co nie?
– No niby tak, panie prezydencie – kontynuuje delikatnie podwładny – ale zarząd komunikacji miejskiej też się skarży.
– Skarży?! – Wrzask głowy miasta odbija się od malowanych uszu portretów szanownych poprzedników, wiszących w holu dwa piętra poniżej. – Kto? Prezes? O ten… A na co on się skarży? Finansuję jego autobusy? Finansuję. Płacę jego pensję? Płacę! Same problemy z tym prezesem spółki! Nie ma prawa na nic marudzić, tylko robić, co mu każę i do czego został powołany! Pokornie i skrupulatnie! Racja?
Pulchne policzki szefa oblewa karminowa czerwień oburzenia.
– No, może i tak – reflektuje sekretarz, chowając się profilaktycznie za dębowym biurkiem z epoki Tudorów – chociaż, może nie tyle się skarży, co zgłasza oficjalne notum. O tu. W tym liście.
Na biurku włodarza ląduje oficjalna koperta z logotypem MPK.
– I co? Tylko tyle? – Prezydent rozpiera się w fotelu i przeciąga, nie racząc nawet sięgnąć po kopertę z komunikatem. – Niech sobie zgłasza. Olać go. Mają jeździć i tyle. I wozić mieszkańców. W końcu mam pod sobą trzysta tysięcy mieszkańców. A ci z MPK? Niech się cieszą że pozwalam im pracować w najwspanialszym mieście na świecie. Za to im płacę, co nie?
– Tak jest, panie prezydencie. Ma pan, oczywiście rację – kolejna dawka wazeliny serwowanej językiem podwładnego, śliży się pomiędzy pośladkami władcy „najwspanialszego miasta na świecie”.
– A mieszkańcy? – zagaduje prezydent rad, że problem z zarządem transportu przeszedł do historii. – Jak nastroje? Co mówią inne źródła? Te, no – ankiety?
Sekretarz zasłania się teczką i nabierając powietrza i jednocześnie kurczy, niczym smażona rodzynka.
– Nastroje społeczne są… eeee, niezbyt sprzyjające, panie prezydencie. Niewdzięczna ludność narzeka, niestety. Oczywiście w środowiskach, których nie zdołaliśmy zinfiltrować.
– A na co się niby skarżą? – Włodarz nie kryje zdumienia. – Mamy ponad trzysta tysięcy mieszkańców. Mało? No a w przyszłym roku planujemy doprowadzić wodę do kolejnych dwóch osiedli. Kanalizacja jest już w trzynastu z szesnastu. Że nie wspomnę o wielkich planach osuszenia bagna przy dworcu kolejowym, które podobno wydziela w równej mierze fetor i komary. Mało im? Zresztą, dworzec, odkąd rozkręcili tory i tak nie działa, więc to rozdmuchany problem. Racja?
– A kto by tam gawiedzi dogodził, panie prezydencie? – Kolejna porcja wazeliny ląduje pomiędzy pośladkami szefa. Prezydent wygląda, jakby ślizgał się po siedzisku skórzanego fotela.
– Racja, racja – potwierdza zadowolony. – To na co tym razem utyskuje społeczeństwo?
Sekretarz symuluje zerknięcie do tajnego raportu. Po chwili zamyka pustą teczkę i ze świstem oświadcza.
– Komunikacja, panie prezydencie – sięga po stojącą przed pryncypałem szklankę z brunatnym płynem i upija łyk. – Skarżą się na komunikację miejską.
Chuch trzęsącego się podwładnego huśta firankami za szpakowatą czupryną szefa.
– No popatrz – prezydent odpowiada sam do siebie – o co może im chodzić? No nie wiem, jak jeszcze mogę im dogodzić. Przecież ja za wszystko płacę! Z własnej kieszeni budżetu miasta. Powinni być wdzięczni za sam fakt mieszkania w tym miejscu. Hmm, niech pomyślę.
Milknie. W gabinecie zaczyna krzyczeć cisza. Tykanie ściennego zegara odmierza interwały intensywnego myślenia. Zmarszczki na czole prezydenta brużdżą jego czoło. Zdaje się być bliski przełomu. Po minucie skroń pokrywa się kropelkami potu. Gdy jeden wyciśnięty wysiłkiem umysłowym strumyczek spływa pomijając owłosioną małżowinę i lądując na niegolonej od trzech dni szczecinie prezydent kapituluje. Nie po to dostał się na ten stołek, żeby myśleć albo kombinować. Od tego ma innych.
– No weź coś doradź, do kurwy nędzy! – Wrzeszczy rozdzierającym głosem na podwładnego.
Donośny krzyk chowa głowę sekretarza pomiędzy jego łopatkami.
– Może w notce od zarządu coś napisali… – zaatakowany zaczyna nieśmiało, ale nie jest mu dane dokończyć.
– Kuźwa! Nie ma z ciebie żadnego pożytku! Wszystko na mojej głowie!!! To ja się sam mam domyślać, że dali jakąś notkę? – Wyrzuca, wskazując oskarżający palec w podwładnego. – Dawaj to pismo! Może tam coś jest? Co ten leniwy prezes naskrobał? Jakie wymówki chce mi wcisnąć, byle tylko nie robić tego, za co sam mu płacę z kasy miasta? Dawaj to.
– Doskonały pomysł, panie prezydencie – wazelinuje sekretarz, podając kopertę do rąk własnych szefa – może wreszcie się czegoś dowiemy?
Prezydent najwspanialszego miasta na świecie, liczącego ponad trzysta tysięcy mieszkańców, wyciąga notkę i rozkłada.
Czoło zryte zmarszczkami obrazuje żmudny proces myślowy. O dziwo, składanie literek idzie nawet sprawnie.
– Hmm – mruczy po chwili do siebie, ewidentnie szukając odpowiednich słów. – Że niby… ten… eee. Że co?
– I jak? – Sekretarz pali się z niecierpliwości. – Podali powód niezadowolenia? Mają jakieś rozwiązanie problemu z tą… no… komunikacją miejską?
– No sam nie wiem – odpowiada włodarz. – Ta notatka jakaś taka niejasna jest. Co nie dziwi wcale, bo to prezes mianowany przez mojego poprzednika. On nie mówi naszym politycznym językiem korzyści. Zresztą, sam przeczytaj, co tam pisze ten prezes za poprzedniej kadencji mianowany – rzuca inwektywę na swoje usprawiedliwienie.
Sekretarz drżącą dłonią sięga po zapisany na kartce komunikat. Rozkłada papier i zamiera nad tekstem. Podobnie, jak jego przełożony.
– Nie do końca rozumiem, panie prezydencie – odpowiada sekretarz skołowany. – Prezes MPK tu napisał, żeby…
– No właśnie – potwierdza władca najwspanialszego miasta na świecie i dopija płyn ze szklanki rad, że jego ludzi również potwierdzają jego tok myślenia. – Weź to przeczytaj na głos, może lepiej zrozumiem te głupoty.
Sekretarz posłusznie wykonuje polecenie. Rozkłada ponownie kartkę od prezesa MPK i zaczyna recytować tajemniczy komunikat.
NIE DAJEMY RADY OBSŁUŻYĆ 300 000 MIESZKAŃCÓW.
WYŚLIJCIE NA MIASTO PRZYNAJMNIEJ TRZECI AUTOBUS.
Add a Comment