Sukces kosztuje dużo ale porażka kosztuje wszystko

Ile to trzeba się narobić, żeby nic nie zrobić.

Szlachta nie pracuje.

Robota nie zając – nie ucieknie.

Znasz te powiedzonka?

Będę się streszczał.

W niezliczonych podręcznikach ludzi sukcesu słyszy się często o tym, co należy zrobić, zmienić lub jakie kroki przedsięwziąć, by odnieść sukces. Większość ludzi błąka się zagubiona po tym świecie w poszukiwaniu swojego miejsca i tego, jak osiągnąć szczęście, bogactwo, sukces, czy czego tam sobie jeszcze nie wymyślą. A wyobraźnia jest, jak wiadomo – nieskończona. Chodzą więc, błądzą i szukają. Tymczasem…

Niczego, jak się okazuje, szukać nie trzeba.

A teraz uwaga – pojadę banałem. Takim prawdziwym, że nie uwierzysz.

Przecież wszystkie drogi do sukcesu są gotowe. Opisane. Zbadane. Tysiące żyć zostało przeżyte i zaksięgowane, by dla każdej dziedziny, metody, strategii przedstawić szybką i skuteczną receptę na powodzenie. Nic, tylko czerpać.

I to mnie zawsze zastanawiało. Bo żeby była jasność, niczym się tutaj w populacji nie wyróżniam.

Nie ma sensu wymyślać koła na nowo.

Zostało wymyślone raz. Udoskonalone tysiące razy. Nie musisz go wymyślać na nowo. Ty, ani nikt inny. Po kiego rydza?

Ale wróćmy do meritum. Do pytania, które zawiera teza tego wpisu.

Cóż takiego blokuje każdego, by sięgnął po tę przecież darmową wiedzę i wykorzystał zawarte w niej metody by osiągnąć to, co da mu szczęście? Czy to są pieniądze, zdrowie, czas, bratnia dusza, sukces sceniczny, sława, czy choćby (podstaw, co chcesz).

Długo się nad tym zastanawiałem.

I przyznaję, że byłem w kropce długo. No bo przecież również i ja o tym mitycznym spełnieniu śniłem.

Aż wreszcie wystarczyło, cholera, spojrzeć w lustro, by uzyskać odpowiedź na to pytanie.

I nad odpowiedzią rozwodził się nie będę. Masz swój rozum, to zrozumiesz zawartą w nim głębię.

Otóż wszystko jest gotowe. Na wyciągnięcie ręki. Leży na ulicy. Ale… za to wszystko, co wymieniłem… trzeba zapłacić.

Niestety.

Za sukces, zdrowie, pieniądze, sławę, udany związek, znajomość kolejnego języka, uznanie… trzeba uiścić. I to czasami niemało.

I nikt za Ciebie nie zapłaci. Z prostego powodu.

Płacimy tym, co mamy tylko my w naszych życiowych portfelach. Czyli czymś, co jest nie do zdobycia dla innych. Nie można tego kupić. I nikt poza nami tym nie może rozporządzać.

Najczęściej płacimy naszym czasem. Czyli życiem. Dosłownie. Ale bywa że zdrowiem, spokojem, pieniędzmi, radością, wytrwałością, cierpliwością, wstrzemięźliwością. Można wymieniać długo. A znam i takich, co za sukces zapłacili rodziną, relacjami z dziećmi, depresją… jak widać więc cena bywa wysoka. Stąd konieczna jest rozwaga. Szacowanie bilansu zysków i strat.

I to właśnie to powoduje, ze po żmudnych kalkulacjach i obliczaniu przyszłych bilansów większość dochodzi do wniosku, że się „nie opłaca”. Normalnie nie kalkuluje.

Lepiej nie płacić za spełnianie marzeń i celów. To za dużo kosztuje.

Marzenia i szczęście powinny być za darmo.

Co nie?

Cóż…

Błąd!

Pewnie zgodzisz się ze mną, że coś, co jest podarowane za darmo, choćby miało bezcenną dla Ciebie wartość, dla obdarowanego tak naprawdę najczęściej jest nic niewarte.

Tak to już bywa, że rzeczy, które nas nie kosztują „nic” nie są doceniane. Pierwszy przykład z brzegu? Proszę: Masz obie nogi? Ręce? Potrafisz formułować myśli? Umiesz sam się nakarmić? Widzisz na oczy? Nie leżysz w agonii? Jest Ci ciepło? Banały, wiem, ale nie zaprzeczysz, że te proste rzeczy, gdyby ci, którzy tego nie mają nagle je otrzymali, uznaliby się na najszczęśliwszych na tej planecie. Co nie?

Dobra. Pora do brzegu.

A ten jest usiany rafami i skałami, bo nie sposób w prosty sposób tego przedstawić w tak niewielu słowach. To temat na książkę, niestety.

Ale po tylu latach poszukiwań i podliczania tego, czy mi się opłaca, sam wiem DZIŚ, że KIEDYŚ powinienem był zacząć płacić. Bo dziś minął już rok od decyzji sprzed roku, by zacząć.

I dalej jestem tam, gdzie przed rokiem. Minęła dekada od chwili, gdy chcieliśmy coś ze swoim życiem zrobić. Ale to wydawało się takie trudne, pełne wyrzeczeń, nieopłacalne. I dziś mija dekada od nierozpoczęcia.

Eh.

A dziś?

Przecież ten rok, ta dekada, te trzydzieści lat minęło. I banalnie waląc prosto z mostu – nie wróci!

Wiesz co?

Ja chcę zapłacić za sukces. Chcę zapłacić za szczęście (czymkolwiek ono jest). I jestem gotowy zapłacić dużo. Naprawdę dużo.

A Ty?

Nie jesteś pewien, czy Ci się opłaca? Czy Ci się kalkuluje? Czy warto zaczynać dziś?

No to może poczekaj jeszcze parę lat. Na „lepsze okoliczności”.

Na pewno po drodze wszystko się „samo” zrobi. Pewnikiem tak się stanie 😉

Wiesz co? Zapraszam Cię do tego, by pierwszy, mały krok zrobić już dziś. I zacząć płacić za coś, co z czasem stanie się dla Ciebie bezcenne. Wierz mi, że z pewnością stwierdzisz, że warto było. Warte to było wysiłku. Bo spełnienie jest bezcenne. Szczęście (wiem z książek i relacji naocznych świadków) jest nie do przecenienia. Wystarczy tylko zacząć płacić wysiłkiem, zaangażowaniem, konsekwencją, rozwojem, pieniędzmi. I czasem.

A czas to życie.

Powiesz, że to za wiele. Cena jest za wysoka.

Okay. Rozumiem.

Ale rozejrzyj się dookoła siebie. Choćby na swoich rodziców. Sąsiadów. Daleko szukać nie musisz. Czy znacz mężczyzn, którzy za pensję służą dekady w fabryce, na budowie, w warsztacie czy innym zawodzie? Zużywają swoje ciała, czas, zasoby, relacje, marzenia.

Znasz kobiety, które za pensję harują całe życie w szpitalach, sklepach, instytucjach, służbach? Płacą przemijaniem, rozczarowaniem, cynizmem, żałością.

Rozumiesz już? Życie i tak przeminie. A człowiek jeść musi. Ludzie oddają, czy chcą, czy nie, swoje życie innym. Za pensję. Za chleb. Płacisz zawsze! Za realizację cudzych marzeń albo swoich własnych Więc to, czy tobie się to podoba, czy nie, nie ma znaczenia. Wszyscy i tak płacą. I czasami na końcu, gdy zapłacili już wszystkim, co mieli, zostają z niczym. Przeminęła młodość, polot, energia, entuzjazm, nadzieja. Eh.

A mój wniosek na koniec? Po tych dekadach płukania gówien, które wlano mi do głowy za młodu, sam doszedłem do wniosku, że szczęście (i wszystko, co z tym identyfikujesz) kosztuje dużo. Nawet bardzo dużo.

Więc podlicz, jaki jest Twój bilans? Co Ci się opłaca, a co nie kalkuluje? Płacisz i tak. Sobie, albo innym.

I uwierz mi, bo wiem, co mówię:

Sukces kosztuje DUŻO, ale porażka kosztuje WSZYSTKO.

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *