Wbrew prawom natury

Ponad zakurzoną taflą parapetu

Na oknie psychiatrycznego gabinetu

Zdechłe truchło muchy w pajęczynie zwisło.

Przyglądam się temu, jak życie z niej prysło.

 

Jakież to pigułki no i jakie leki

Wykupić mi przyjdzie z pobliskiej apteki?

Za rady psychiatry, znawcy ludzkiej duszy.

Patrzy na mnie bacznie, już nadstawił uszy.

 

Świdruje mnie wzrokiem, piórem stuka w biurko.

Jak za mocno stuknie to złamie to piórko.

Żołądek do gardła mi niemal podchodzi.

Jaka jest diagnoza? On chyba mnie zwodzi.

 

Do końca tej sesji minuta została.

Już prawie godzinę streszczam się, bez mała.

Ale  wyłożyłem problem swój dokładnie.

Doktor nie uwierzył. Patrzy się szkaradnie.

 

Wyrok wreszcie pada, niczym cios siekiery

Prosto w potylicę, toż nie bez kozery

To najlepszy lekarz, wszystkim dobrze znany.

A on do mnie mówi: jesteś porąbany.

 

– Dlaczego doktorze? Czy na pewno oby?

Szaleństwo oznaką poważnej choroby

Co opanowała rozumu czeluści?

Do czego szalony może się dopuścić?

 

On patrzy spokojnie, obgryza paznokcie

Łaty marynarki zdobią jego łokcie.

– Nie wierzę, pacjencie, żeś ze mną był szczery.

Bzdury opowiadasz. Kłamstwa, do cholery!

 

I niby jak, kłamco, ja pomóc mam tobie?

Hę? No weź ty, gościu, no przyjrzyj się sobie!

Tak mi wtedy nagle głupio się zrobiło

On mi nie uwierzył. Stało się niemiło.

 

– Doktorze, to prawda. Szczerze mówię tobie

Prawdę najprawdziwszą. Kłamstwa mi nie w głowie.

To się wydarzyło, chociaż prędzej Yeti

Spotkam w pełnym przygód życiu perypetii.

 

– Dobrze – rzecze doktor – opowiedz dokładnie

Nim me zaufanie do końca upadnie.

Sięgam więc pamięcią do dnia feralnego

Gdy się wydarzyło coś niesłychanego.

 

– Wracam ja do domu prosto z mej roboty

Gdzie na życie ciułam. Gromadzę banknoty.

Głodny byłem strasznie, więc chciałem kanapkę

Posmarować masłem. Miałem na nią chrapkę.

 

Smaruję więc gładko masłem kromkę chleba

Tę czynność starannie przeprowadzić trzeba.

– I chcesz bym uwierzył – doktor wpada w słowo

Że to się zdarzyło całkiem przypadkowo?

 

Że kromka, co masłem ty żeś posmarował

Wypadła ci z ręki, gdy była gotowa

I spadła na ziemię? Ależ to są bzdury!

– Tak – wyznaję szczerze – Tak. Masłem do góry.

 

Dopisek: początkowo ta fraszka miała za zadanie wyćwiczyć koncepcję przekazywania pewnej myśli bez zwracania uwagi na rytm. Nie wyszło, bo fraszka jest równa, ale następnym razem się postaram.

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *